Nieidealne. Silne. Prawdziwe. Rozmowa
o kobietach, które wychodzą poza schemat.
Czy kobieta musi być zawsze idealną matką, partnerką, opiekunką domowego ogniska? A może ma prawo do słabości, potknięć i życia na własnych zasadach?
Na te i wiele innych pytań odpowiada dr Mariola Badowska, pedagożka, wykładowczyni akademicka i doradczyni merytoryczna Stowarzyszenia Pro Civium, w poruszającym wywiadzie dla publicystyka.ngo.pl.
Rozmowa dotyka tematów, które wciąż bywają w Polsce tabu:
📌 Mit Matki Polki – kiedy jest inspiracją, a kiedy ciężarem.
📌 Kobiety w więzieniach – ich historie, doświadczenia przemocy i potrzeba drugiej szansy.
📌 Podwójne standardy – dlaczego pijana kobieta oceniana jest inaczej niż pijany mężczyzna.
📌 Przemoc w każdej formie – fizycznej, psychicznej, ekonomicznej i seksualnej – oraz konieczność realnej ochrony prawnej.
📌 Presja wyglądu i komercjalizacja kobiecego ciała – jak wpływają na nasze poczucie wartości.
📌 Mobbing i molestowanie – szczególnie w środowiskach, gdzie władza jest silnie zhierarchizowana.

Dr Badowska dzieli się także osobistą historią wychodzenia z przemocy i odzyskiwania siły. Jej przesłanie jest jasne:
„Nie musimy być zawsze silne, zawsze piękne, zawsze gotowe. Mamy prawo do niedoskonałości – i do wsparcia, gdy go potrzebujemy.”
Cały wywiad to nie tylko diagnoza problemów, ale też mapa drogowa dla kobiet szukających swojej drogi, odwagi
i wolności.
Agnieszka Wiatr: – Jak w przeszłości rozumiano pojęcie „kobieta upadła”? Jakie zachowania prowadziły do nadania tego stygmatyzującego określenia i jakie konsekwencje społeczne niosło ono dla kobiet?
dr Mariola Badowska: – Współcześnie chyba już rzadko określa się kobiety w taki sposób, ale w przeszłości, kobietę upadłą określano jako kobietę, która niemoralnie się prowadzi – jest prostytutką, panną z dzieckiem, żyje w nieformalnym związku – takie kobiety zazwyczaj były napiętnowane i stosowano wobec nich tzw. ostracyzm społeczny, wykluczano z rodziny, a także ze społeczności.
Czy mit Matki Polki stanowi pewien wzór zachowań dla młodych Polek, czy jest raczej ich zbędnym obciążeniem?
– To bardzo ciekawe pytanie. Myślę, że mit Matki Polki może być zarówno wzorcem, jak i obciążeniem. Mit Matki Polki jest silnie zakorzeniony w polskiej kulturze, wiąże się z tragiczną historią naszego kraju, ale także z indywidualnymi doświadczeniami kobiet w kontekście poświęcenia się ojczyźnie i rodzinie. W zależności od tego, z jakiej perspektywy na niego spojrzymy, możemy powiedzieć, że jako wzór – mit Matki Polki bywa postrzegany jako symbol siły, poświęcenia, wytrwałości, patriotyzmu, opiekuńczości i oddania. Natomiast dla wielu współczesnych kobiet mit Matki Polki jest obciążeniem, gdyż aktualnie większość kobiet pracuje zawodowo i niejednokrotnie nie chce poświęcać swojego życia wyłącznie rodzinie. Współczesne kobiety pragną równościowych relacji partnerskich i rodzinnych, nie chcą rezygnować ze swoich pragnień i ambicji. Innymi słowy, mit Matki Polki może być wzorcem – i to jest wartościowe, ale staje się obciążeniem, gdy jest narzucany jako jedyna słuszna rola kobiety. Dzisiejsze młode kobiety chcą się realizować w różnorodnych sferach/rolach i chcą same decydować, które z tych ról są dla nich ważne.
Zapytałam, na początku, o Pani Profesor definicję kobiety upadłej, bo chcę zapytać o kobiety za kratami. O te, które do więzienia trafiły za złe rzeczy. Kim są? Czy tak bardzo różnią się od kobiet po drugiej stronie muru więziennego?
– To poruszające i ważne pytanie, które dotyka nie tylko tematu przestępczości, ale też sytuacji kobiet w rodzinie i społeczeństwie, przecież zazwyczaj zanim dojdzie do popełnienia przestępstwa, coś złego dzieje się wcześniej, co powoduje że ostatecznie dochodzi do jakichś tragicznych zdarzeń. Przecież wiele osadzonych kobiet doświadczyło wcześniej przemocy fizycznej, psychicznej i seksualnej (często już w dzieciństwie), często ich przestępstwa są reakcją na tę przemoc lub próbą ucieczki od toksycznych relacji. Wiele osadzonych kobiet pochodzi też ze środowisk patologicznych, dysfunkcjonalnych, mając taki wzorzec, niejedna powiela te schematy życiowe, dopuszcza się oszustw lub przestępstw majątkowych albo przestępstw wynikających z desperacji, np. zabójstwo przemocowego partnera, które prowadzą do popełniania przestępstw.
Czy różnią się od kobiet po drugiej stronie muru?
Nie tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. W mojej ocenie, choć różni je sytuacja życiowa, to przecież ich potrzeby i pragnienia są często bardzo podobne – każda pragnie miłości, akceptacji, poczucia bezpieczeństwa, tęskni za normalnym życiem, ma poczucie winy/wstydu oraz potrzebuje przebaczenia i drugiej szansy. Wiele więźniarek to matki, więc uwięzienie może oznaczać dla nich traumatyczne zerwanie więzi z dziećmi. Jak wspomniałam, wiele z nich mogło znaleźć się „po drugie stronie” nie dlatego, że urodziły się przestępczyniami, ale przez złe wybory, traumę, brak wsparcia albo chęć uwolnienia się z toksycznego związku, nawet paradoksalnie – chęć obrony swoich dzieci przed przemocą. Dla osoby, która nie doświadczyła przemocy, wydaje się to nieracjonalne – kobieta, która żyje w toksycznym związku, powinna odejść od oprawcy/przemocowca, jednak w wielu przypadkach kobieta nie ma odwagi uciec, uwolnić się. W ten sposób sama skazuje się na zagrożenie popełnienia przestępstwa/zbrodni w afekcie, gdyż żyjąc w permanentnym strachu traci kontrolę nad swoimi emocjami, wtedy uruchamia się wrodzony system „uciekaj albo walcz”, więc skoro nie uciekła, a wciąż doświadcza przemocy, to w końcu podejmuje walkę, która często nie jest zgodna z przyjętymi społecznie zasadami i… kończy w więzieniu.
W Pani opinii, czym różni się kobieta pijana na chodniku od mężczyzny pijanego na chodniku?
– Formalnie niczym, myślę, że to pytanie odsłania społeczne podwójne standardy i głęboko zakorzenione normy kulturowe dotyczące płci, moralności i wstydu. Oboje – kobieta i mężczyzna – mogą być w takiej samej sytuacji: pijani na chodniku. Ale sposób, w jaki ich oceni społeczeństwo, bywa bardzo różny. Pijana kobieta częściej jest ocenia bardzo krytycznie (postrzegana jako „źle się prowadząca”, „zła matka”, „kobieta bez godności” itp.), czyli podlega moralnemu osądowi. Natomiast pijany mężczyzna częściej traktowany jest pobłażliwie, postrzegany jako „„facet po imprezie”, „przesadził, zdarza się”, czyli częściej podlega moralnemu usprawiedliwieniu. Inaczej mówiąc, kobiecie łatwiej przypisać całkowitą odpowiedzialność („sama się doprowadziła do takiego stanu”), mówi się o niej „nieprzyzwoita”, „niewychowana”, bo nie pasuje do wzorca cichej, grzecznej, kontrolującej się kobiety, która ma „być odpowiedzialna” i „trzymać fason”. Mężczyzna bywa częściej postrzegany jako ofiara „okoliczności” („wypił z kolegami”). Co gorsze, pijana kobieta jest bardziej narażona na przemoc/wykorzystanie seksualne, a jednocześnie może być obwiniana za to, co ją spotka („sama się prosiła”). Pijany mężczyzna rzadziej będzie tak samo traktowany jako „winny” bycia ofiarą napaści.
Czy kobieta musi być zawsze dobrą matką, gospodynią, partnerką? A jeżeli już taka nie jest, to kim w oczach naszego społeczeństwa się staje?
– To pytanie uderza w samo sedno społecznych ról narzuconych kobietom – i w to, co dzieje się, gdy kobieta od tych ról odstępuje. W naszej kulturze kobieta nadal często oceniana jest przez pryzmat swojej użyteczności dla innych: jako matka, opiekunka, partnerka, pracownica, córka. W przekonaniu wielu członków naszego społeczeństwa, kobieta „idealna” ma spełniać w tych trzech rolach jednocześnie – być matką czułą, cierpliwą, bezgranicznie oddaną dzieciom, być gospodynią dbającą o dom, czystość, domowe ciepło, być partnerką wspierającą, lojalną, atrakcyjną, „zawsze obecną”, a najlepiej jeszcze dobrą pracownicą – ambitną, ale nie zaniedbującą rodziny. Ten model jest niemożliwy do pogodzenia bez kosztów własnych, a jednak w wielu przypadkach kulturowo wciąż uznawany za „normalny”.
Gdy kobieta nie chce lub nie może być „dobra” według społecznych norm, łatwo zostaje napiętnowana. Gdy nie chce mieć dzieci – egoistka, gdy nie spełnia wysokich oczekiwań opiekuńczych – zła matka, gdy nie prowadzi domu jak z poradnika – nieporadna, gdy mówi „nie” męskim oczekiwaniom, jest niezależna, asertywna – nienormalna, a gdy walczy o swoje prawa – „feministka”, „lewaczka”, wariatka. Kobieta która nie spełnia społecznych oczekiwań musi mierzyć się z krytyką, staje się społecznym zagrożeniem, bo burzy zastany porządek, jest przedmiotem ocen i plotek, a czasem nawet przestrogą dla innych kobiet („żebyś tak nie skończyła”). Na szczęście dla nas, coraz więcej kobiet świadomie zrzuca te narzucane role i buduje swoje życie na własnych zasadach. W przestrzeni publicznej, w literaturze, mediach i kulturze pojawiają się alternatywne wzorce kobiecości, które pokazują, że kobieta nie musi być matką, kucharką, ani „dobrą dziewczynką”, żeby zasługiwać na szacunek.